zadzwoń
opieka domowa
facebook
sportowcy
tancerze
dzieci

homo motoricus - medycyna tańca (cz. 2)

Kilka tygodni temu weszło w życie Rozporządzenie Ministra Zdrowia z dnia 14 kwietnia 2011 roku w sprawie orzekania o zdolności do uprawiania danego sportu przez dzieci i młodzież do ukończenia 21. roku życia oraz przez zawodników pomiędzy 21. a 23. rokiem życia. Weszło w życie, zaczęło obowiązywać – jednym słowem nastał porządek. Niestety, ustawodawca zapomniał (?) o tańcu, o dziesiątkach tysięcy młodych ludzi, którzy jako formę rozwoju ruchowego, jako metodę utrzymania pożądanego poziomu sprawności fizycznej, a często także jako sposób na rywalizację w grupie rówieśniczej wybrali właśnie taniec. Po raz kolejny straciliśmy szansę na objęcie tej populacji specjalistycznym nadzorem lekarskim, na jakąkolwiek ingerencję w proces planowania rozwoju motorycznego i obciążania rosnącego organizmu. Nikt nie zweryfikuje rodzicielskich decyzji „moje Dziecko będzie tańczyć w balecie”,  „moje Dziecko weźmie udział w turnieju”, nikt nie podda pod dyskusję ambitnych planów instruktora czy trenera... A statystyka upomni się o swoje prawa – na zajęcia trafią przede wszystkim dzieci w pełni zdrowe, ale w każdej grupie pojawią się dzieci z rozpoznanymi (lub nie) dysfunkcjami ze strony różnych narządów. Pewien odsetek problemów stanowić będą zaburzenia rozwojowe stawów biodrowych, kolan, kręgosłupa, stóp. Raz na kilkudziesięciu młodych fascynatów tańca pojawi się problem zaburzonego napięcia mięśniowego, wady wzroku, astmy oskrzelowej, padaczki...

Jako lekarz spoglądam na temat kwalifikacji dzieci i młodzieży do zajęć ruchowych przez pryzmat Pacjentów, którzy odwiedzili mój gabinet w przeciągu ostatnich lat. Jak w kalejdoskopie widzę skręcone kostki, uszkodzone kolana, zdarte łokcie. Nie widzę natomiast różnicy pomiędzy młodym piłkarzem czy tenisistą a młodym tancerzem. Nie potrafię określić granicy pomiędzy fajną zabawą, sposobem na „zabicie” czasu a sportową rywalizacją i dążeniem do doskonałości. Czy granicą jest ilość godzin w tygodniu spędzonych na sali, czy może wyjazd na pierwsze zawody lub turniej?

Korzyści płynące z ruchu, z regularnej aktywności fizycznej są znane i większość z nas potrafi je wyliczyć bez zastanowienia – zmniejszenie ryzyka choroby wieńcowej, spowolnienie postępów miażdżycy, poprawa kontroli ciśnienia tętniczego i profilu lipidowego, zwiększenie gęstości kości, poprawa własnego wizerunku, samooceny i stanu zdrowia psychicznego, spadek liczby „ryzykownych” zachowań. Formułując pytanie dotyczące negatywnych skutków ruchu słyszymy najczęściej odpowiedź – moje dziecko nie jest zawodowym sportowcem, ono tylko tańczy. Jak to jest w rzeczywstości? Gdzie leży prawda?

Podstawowym zagadnieniem wydaje się być ocena predyspozycji fizycznych. Teoretycznie większość chorób i dysfunkcji dyskwalifikujących od określonej formy aktywności fizycznej, a częściej wymagających po prostu indywidualnego podejścia do dziecka, powinna być identyfikowana na etapie tzw. badań bilansowych, którym obowiązkowo podlegają w Polsce wszystkie dzieci i młodzież. Teoretycznie, bo w praktyce jakość tak realizowanych badań jest bardzo różna. Bilans zdrowia dziecka powinien być także momentem oceny jego rozwoju fizycznego. Spojrzenie w siatki centylowe, porównanie masy ciała i wzrostu z normami opracowanymi dla poszczególnych grup wiekowych, pozwala szybko i skutecznie zidentyfikować młodych tancerzy, którzy będąc ciągle w biegu, podążając ze szkoły na trening, z treningu na turniej nie mają czasu na właściwe odżywianie się i bilansowanie diety. Siatka centylowa to także argument w rozmowie z Rodzicem, który nie zauważa, że jego pociecha obarczona regularnymi zajęciami ruchowymi, wpatrzona w starszych kolegów i koleżanki, próbuje „trzymać” wagę wykorzystując różnorakie metody, wśród których głodówka nie należy do najbardziej wyrafinowanych. A przecież mała masa ciała to opóźnienie rozwoju płciowego, przesunięcie terminu pierwszej miesiączki, wcześniejszy rozwój osteoporozy.

Przeprowadzane na tym etapie badanie narządu ruchu powinno ujawnić zaburzenia w budowie i funkcjonowaniu układu mięśniowo-szkieletowego. Skrzywienie kręgosłupa, patologia stawu biodrowego, koślawe kolana, płaskostopie i dziesiątki innych problemów nie dyskwalifikują od tańca. One po prostu wymagają mądrego ordynowania ruchu, współpracy z lekarzem sprawującym opiekę nad dzieckiem, planowania procesu treningowego w porozumieniu z fizjoterapeutą. Opisywana w poprzednim artykule hipermobilność stawów, występująca u około 10% ogólnej populacji, wręcz predysponuje do niektórych form tanecznych pod warunkiem równoległego budowania planu ćwiczeń kompensujących „defekt” i korygujących jego następstwa.

Następny etap przygody z tańcem to regularne ćwiczenia pod okiem świadomego nauczyciela. Prowadzenie młodego tancerza wymaga posiadania specyficznej wiedzy – nie wystarcza ukończenie Akademii Wychowania Fizycznego, kursu instruktorów, czy po prostu własna kariera i przeżycie kilkunastu lat na deskach. Często słyszę komentarze, że ten dzieciak to ma kości, a tamten jest tak uparty, że 2 tygodnie po skręceniu kostki wrócił na zajęcia. To wszystko jest prawdą. Urazy u dzieci goją się szybciej i w większości wypadków niesamowite wręcz możliwości regeneracyjne młodego organizmu pozwalają na korekcję pourazowych deformacji. Niestety, rosnące kości są również podatne na urazy i uszkodzenia okolicy tzw. chrząstki wzrostowej, która stanowi element odpowiedzialny za prawidłowy wzrost kości. W momencie uszkodzenia chrząstki wzrostowej proces rehabilitacji staje się wyzwaniem dla zespołu terapeutycznego, a końcowy efekt leczenia jest nieprzewidywalny. Wzrost kości rozpoczyna się w 7. tygodniu życia płodowego, a kończy w momencie całkowitego ukształtowania szkieletu. W przypadku kości długich (m.in. kość udowa, kości podudzia, kości kończyny górnej) nowa kość powstaje na tzw. podłożu chrzęstnym z aktywnym udziałem chrząstki wzrostowej, która jest zlokalizowana w końcowych odcinkach kości, w obrębie przynasad. Chrząstka wzrostowa jest dość odporna na uszkodzenia mechaniczne, jednak u młodszych dzieci stanowi najsłabszy element układu mięsień/ścięgno/kość lub więzadło/kość. Często zdarza się, że uraz, który u osoby dorosłej spowodowałby zwichnięcie u dzieci i młodzieży skutkuje złuszczeniem chrząstki wzrostowej. Uszkodzenie chrząstki wzrostowej może spowodować zniekształcenie lub nieprawidłowy wzrost kości oraz jej skrócenie lub zagięcie. Mając na względzie powyższe rozważania należy sobie uzmysłowić, że trenig wdrażany w pracy z dziećmi nie może być lżejszą kopią zajęć dla osób dorosłych, zróżnicowaną tylko ilością powtórzeń i/lub czasem trwania.

Ciekawym zagadnieniem często poruszanym w dyskusjach jest temat koślawości i szpotawości kończyn dolnych. Udzielając swojego głosu w takich rozmowach zawsze podkreślam, że rozmawiamy nie tylko o doznaniach estetycznych, lecz także (a może przede wszystkim) o skomplikowanym układzie mechanicznym, który musi przenosić skomplikowane obciążenia na osi stopa-kończyna dolna-tułów-głowa i reagować na działanie często nieprzewidywalnych sił we wszystkich płaszczyznach. Noworodkowa zazwyczaj szpotawość kolan przechodzi ok. 24 miesiąca życia w fizjologiczną koślawość. Badając młodego tancerza w naszym ośrodku zwracamy zawsze uwagę na kilka cech wpływających na biomechanikę ruchu. Interesuje nas m.in. stopień rotacji stawu biodrowego, kąt pomiędzy udem a stopą, ustawienie piszczeli, budowa stopy i kąt jaki tworzy stopa. Większość parametrów podlega ocenie nie tylko statycznej, lecz także dynamicznej. Jednym z większych wyzwań stawianych przez nas tancerzowi jest prawidłowe zrobienie przysiadu. To banalne wydawałoby się ćwiczenie gimnastyczne jest zazwyczaj robione niechlujnie, bez przywiązywania większej wagi do jakości poszczególnych faz ruchu. Przesuwanie środka ciężkości, nieprawidłowe ustawienie osi kończyn dolnych to tylko niektóre z błędów. Jeżeli dodamy do tego etapu oceny jeszcze zachowanie się osi mechanicznej przy przysiadzie wykonywanym na jednej nodze albo podczas zeskoku z niewysokiego stopnia, to mało który tancerz przechodzi test bez sformułowania zaleceń dotyczących korekcji nieprawidłowych nawyków. A przecież mówimy tylko o przysiadzie, o ćwiczeniu, które wykonywane setki, tysiące razy nawet z niewielkim odchyleniem od fizjologii doprowadzi w końcu do przebudowy nieprawidłowo obciążanych powierzchni stawowych, nieprawidłowej ruchomości rzepki i dolegliwości bólowych w tzw. przednim przedziale kolana.

Z tematem kończyny dolnej nierozerwalnie wiąże się stopa jako punkt bezpośredniego kontaktu z podłożem. Wykształcenie prawidłowych punktów podporu, uzyskanie optymalnej wrażliwości sensorycznej to cele, które powinny być zrealizowane w pierwszych latach życia. Kwalifikując dziecko do sportu, tańca, czy po prostu oceniając jego rozwój należy poddać w/w elementy wnikliwej analizie, ale to czy lekarz lub fizjoterapeuta uzyska szansę na spotkanie z przyszłym tancerzem zależy od świadomości Rodziców i odpowiedzialności Trenera/Instruktora.

autor: Tomasz Chmielewski

Powrót